Około 400 śmiałków rywalizujących w kultowym ultramaratonie rowerowym Wisła 1200 przejeżdża w ten weekend przez Niepołomice.
Organizowany po raz siódmy ultramaraton przyciąga miłośników ekstremalnej jazdy na rowerze, a w minionych edycjach startowali w nim również zawodnicy z gminy Niepołomice.
Startujący w zawodach mają do przejechania 1200 km. Maraton zaczynał się u źródła Wisły na Baraniej Górze, a meta zlokalizowana jest w Gdańsku. W zeszłym roku zmagania wygrał Radosław Gołębiewski z czasem 54 godzin i 50 minut. Przejechanie dystansu w takim czasie oznacza konieczność jazdy niemal non-stop, z przerwami tylko na kilkunastominutowe przerwy.
Darek Gruszka, Niepolomiczanin, który ukończył Wisłę 1200 wspomina to wydarzenie jako wyjątkową, ale wymagającą przygodę. „Musisz być gotowy na wielogodzinną jazdę nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Nam w Niepołomicach wydaje się, że jazda wzdłuż Wisły to sama przyjemność, ale niewiele dalej wały wcale nie są przyjazne rowerzystom. Często zawodnicy muszą jechać z prędkością 10-12 km/h”.
Podkreśla jednak wyjątkową atmosferę panującą na trasie i to nie tylko wśród zawodników, ale też kibiców. Wiele osób z własnej woli, za darmo ustawia punkty żywieniowe, a współzawodnicy zawsze są gotowi przyjść z pomocą w razie kłopotów.
Podkreślił też, że dużo zależy od tego z jakim nastawieniem stajesz na starcie. „Ja przejechałem 1200 km w 122 godziny, a to prawie wynik sportowy. Są też tacy, którzy jadą tak, aby zmieścić się w limicie 180 h i wtedy jest to bardziej przejażdżka, niż ściganie się.”
Trasa poprowadzona jest wałami przeciwpowodziowymi, lasami, drogami szutrowymi. Zawodnikom mierzą się z trudno dostępnym terenem, zmieniającymi się warunkami pogodowymi oraz własnymi słabościami.
Na terenie Niepołomic został zorganizowany bufet dla uczestników w kawiarni Zwał jak Zwał. Podczas postoju, uczestnicy mogli się posilić, wykąpać, odpocząć, wyregulować czy umyć rowery oraz naładować baterie. Mogli też liczyć na wsparcie od wolontariuszy z lokalnych grup rowerowych.
Do Niepołomic jako pierwszy dojechał Marcin Tokaj po około 10h 40min jazdy. Kilkanaście minut później dotarł Marcin Barwiński, prowadzący na YouTube kanał wyprawowy Wagabundowy. Wśród pań pierwsza była Sylwia Kuropatwa, której dotarcie do bufetu zabrało 11 godzin i 30 minut.





