Co roku staniąteckie benedyktynki przygotowywały wielkanocne produkty przed świętami. Tak jest i w tym roku, problem polega na tym, że nie ma ich kto kupić.

Każda społeczność odczuła mocno obecność koronawirusa. Zamykają się małe przedsiębiorstwa usługowe, z ogromnymi trudnościami spotykają się handlarze, kosmetyczki, fryzjerzy. Wszyscy próbują sobie radzić z zupełnie nowymi okolicznościami. Tak też jest ze staniąteckim zakonem klauzurowym, którego siostry żyją ze sprzedaży swoich produktów.

„Staramy się utrzymać nasz sklep. Nie możemy sprzedawać w Tyńcu, ale z zachowaniem ostrożności sprzedajemy w Staniątkach” – mówi matka ksieni Stefania Polkowska.

Przed Wielkanocą w staniąteckim klasztorze sprzedawane będą baranki wielkanocne, baby, pierniki, serniki, kruche ciasteczka. Można też tak jak zawsze zakupić miody i chipsy pustelnika. Sprzedaż odbywa się codziennie od 9.00, chcąc jednak zamówić ciasto najlepiej zadzwonić wcześniej i umówić się na odbiór. Sprzedaż odbywa się w sklepiku przy furcie. Do sklepiku wpuszczane są tylko i wyłącznie pojedyncze osoby.

Opactwo Benedyktynek w Staniątkach, telefon 12 281 80 58.

fot. Bogdan Pasek