25 maja 2020 roku mija 72. rocznica rozstrzelania rtm. Witolda Pileckiego, żołnierza niezłomnego.

To doskonała okazja do wspomnienia Polaka, który ślady stóp odcisnął w Puszczy Niepołomickiej podczas ucieczki z obozu koncentracyjnego KL Auschwitz.

W 1940 r. podając się za Tomasza Serafińskiego, w celu zdobycia informacji o niemieckich zbrodniach, Pilecki świadomie dostał się do KL Auschwitz. Za drutami obozowymi znalazł się w nocy z 20 na 21 września 1940 r. Otrzymał numer obozowy 4859. Stworzył tam siatkę konspiracyjną. Opisując w raportach ówczesną rzeczywistość obozową informował w ten sposób świat o okrucieństwie jakie stworzyli hitlerowcy. Pomimo nieludzkich obozowych warunków Witold Pilecki przygotował pierwszą tajną notę na temat ludobójstwa w Auschwitz. W nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. Pilecki uciekł z tego piekła wraz z dwoma współwięźniami. Nieprzejednanie zabiegał o podjęcie przez polskie podziemie akcji zbrojnej w obozie.

Ucieczka przebiegała m.in. przez Alwernię, Tyniec, okolice Wieliczki i Puszczę Niepołomicką następnie przedostał się do Bochni i w końcu do Nowego Wiśnicza.

8 maja 1947 r. został aresztowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa, torturowany i oskarżony o działalność wywiadowczą.

15 marca 1948 r. rotmistrz został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano przy ul. Rakowieckiej w więzieniu mokotowskim, 25 maja 1948 r. poprzez strzał w tył głowy. Informacje o dokonaniach rtm. Pileckiego podlegały ówczesnej cenzurze. W 1990 r. został zrehabilitowany. Odznaczono go pośmiertnie Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski i Orderem Orła Białego; w 2013 r. został awansowany do stopnia pułkownika.

Niepołomickie wątki o Witoldzie Pileckim:
Witoldowi Pileckiemu podczas ucieczki z obozu koncentracyjnego KL Auschwitz towarzyszyło dwóch współwięźniów: Jan Redzej oraz Edward Ciesielski. Po ominięciu Wieliczki przedostali się do Puszczy Niepołomickiej.

Z Raportu Pileckiego (s.394) dowiadujemy się:

„Była sobota 1 maja (1943 r. przyp. autora), gdy weszliśmy w lasy pachnące żywicą. Pogoda była piękna, słońce kładło przez konary złote plamy na usianej igłami ziemi. Wspinały się wiewiórki, przebiegały sarny. Prowadziliśmy na zmianę ja z Jaśkiem. Edek stanowił ariergardę. Dzień mijał na razie bez wypadku. Chciało nam się jeść. (…)”

Dotarli do Poszyny. Tu doszło do strzelaniny. Pilecki został ranny. Jak opisuje Pilecki, ok. 16.00 godz. doszli do strumienia, przez który był przerzucony most a za nim ośrodek hodowli żubrów i (już dzisiaj nieistniejące) dwa budynki. Były to leśniczówka i kilka szop oraz prawdopodobnie Ośrodek Łowiecki utworzony przez Niemców oraz posterunek żandarmerii.

Przestali być ostrożni, gdyż od dłuższego czasu poczuli się bezpiecznie, bo wszystko zaplanowane udawało się. Wokół budynków nie było ludzi, cisza, zamknięte okiennice w jednym z nich. Jednak na jednym z dziedzińców zauważyli żandarma w samej koszuli, w spodniach i w furażerce lecz z karabinem w ręku. Kiedy byli już ok. 10 m za budynkiem leśniczówki usłyszeli: „halt”. Nie zareagowali – jak pisze Ciesielski. Dopiero jak zauważyli drugiego żandarma zareagowali.
Tak relacjonuje w swoim Raporcie Pilecki (str. 395):

Mówimy: Ja, ja alles Gut i spokojnie zawracamy. Widząc nasz spokój żołnierz z bronią gotową do strzału, opuścił karabin. Wówczas widząc to, mówię spokojnie: Chłopcy, wiać! I rzucamy się wszyscy w różne strony do ucieczki, Jasiek pod kątem prostym do kierunku marszu w prawo, Edek wzdłuż drogi w kierunku marszu, rowem, a ja pomiędzy nimi w prawo na skos (…) Strzelano do na wiele razy. Gwizdało koło uszu często. W pewnej chwili czułem gdzieś, chyba w podświadomości, ze teraz któryś mierzy we mnie. Szarpnęło coś prawym ramieniem. Pomyślałem, że drań trafił, lecz nie czułem bólu. Biegłem dalej szybko się oddalając. Zobaczyłem Edka, z lewej strony daleko (…) Byliśmy już dobrze czterysta metrów od leśniczówki, a tamci wciąż strzelali (…)

Kula trafiła jednak w ramię Pileckiego. Na szczęście nie trafiła w kość. Ostatecznie Pileckiego opatrzył jodyną kolega Ciesielski. Okazało się, że ma przestrzelone spodnie i kurtkę w czterech miejscach. Obawiając się obławy nie odpoczęli, cały czas podążali w kierunku Bochni przez Damienice. Nie wiedzieli co stało się z kolegą Jankiem. Ta myśl była najstraszniejsza – jak pisze Edward Ciesielski. Niewielką pociechą była świadomość, że posiada on przy sobie truciznę i mógł ją zażyć zanim dostał się w ręce wroga. Mieli jednak nadzieję, że dotrze do Bochni. I tak się stało, wszyscy trzej spotkali się w końcu domu Józefa Obora w Bochni (już w obozie mieli w planach ten dom jako punk orientacyjny podczas ucieczki. Kolega obozowy Pileckiego, Edmund Zabawski, wskazał bezpieczny dom swojego teścia, Józefa Obory).

Nie zapominajmy o ludziach męstwa, o ludziach honoru, o ludziach, którzy mieli w sobie odwagę walczyć ze złem. Pomimo niejednokrotnie narażania własnego zdrowia i życia Witold Pilecki walczył dzielnie i niestrudzenie o życie innych i dobro Polski.

Marta Walczak-Puchalska