Poprawiono dn.: 27.03.2023

Ksiażkowe polecajki to przewodnik po dobrych książkach dla dzieci. Tym razem Katarzyna Slana zaprasza w świat Loli i jej dzieciństwa tkanego realizmem fantazmatycznym.

Recenzja opowieści „Lola i ptaki” Wioletty Grzegorzewskiej, Harperkids 2021

Opowieść Wioletty Grzegorzewskiej „Lola i ptaki” (z ilustracjami Joanny Rusinek, wyd. Harperkids, 2021) jest krótką etiudą, lekką jak gęsi puch. Napisana przepiękną polszczyzną, przywołuje zapachy domu rodzinnego, jego charakterystyczne postacie, życie w zgodzie z przeobrażeniami natury oraz archetypowymi niemal artefaktami: rumianymi jabłkami z ogrodu babci, ciastami owocowymi, przy których gromadzi się wielopokoleniowa rodzina i jej przyjaciele, tajemnicze amulety dzieci, sekrety dzieciństwa ściśle powiązane z mową ptaków, drzew, ziemi, wód. Niewątpliwie opowieść ta budzi zarówno w młodszych, jak i w starszych wiele emocji i wspomnień z dzieciństwa. Nie ma tu miejsca na niepokój, smutek, zgryzotę, strach czy lęk. Świat przedstawiony jest niezwykle bezpieczny. Czytelnik wraz z bohaterami znajduje się w symbolicznej mydlanej bańce, jednak nie przeraźliwie słodkiej, nie wzorowanej na sentymentalnym i infantylnym dzieciństwie sielskim i anielskim. Ta symboliczna czasoprzestrzeń pozwala czytelnikom odstąpić od pędu teraźniejszości i stoicko rozkoszować się urodą świata. Nazwijmy to błogim czasem wnikania w szczeliny świata, poznawania go poprzez naturę i życzliwych ludzi. Ludzi, którzy są dla nas, tu i teraz. Słuchają nas, radują się z nami i płaczą z nami. Jednoczy ich to, co wspólne, wzajemne oddanie, szczerość, lojalność, bliskość. „Lola i ptaki” nie jest prostolinijną czytanką, lecz opowieścią, którą doświadczać można na wielu różnych poziomach. Etiuda pobudza zmysły, dla starszego czytelnika jest utworem palimpsestowym, wydobywa bowiem z pamięci skrawki, ślady, urywki własnych dziecięcych doświadczeń, którymi może podzielić się z własnymi dziećmi. Bez natłoku zdarzeń, bez smartfonów, bez ciągłej pogoni za niedoścignionym, Grzegorzewska daje nam szansę zrozumieć, że w prostocie życia odkrywamy, co zapomniane: prawdę, dobro oraz piękno.

Opowieść, oprócz wartości literackiej i ilustratorskiej, posiada też wartość dydaktyczną, mianowicie wyszła w serii „Czytam sobie. Pozom 3”. Warto nadmienić, że wyrazy oznaczone gwiazdką, zostały zebrane i wyjaśnione w słowniku na końcu tomiku. Na karcie tytułowej znajdują się zaś inteligentne pytania do małych czytelników, którzy muszą wykorzystać wiedzę zdobytą w trakcie lektury oraz zapoznać się notami biograficznymi pisarki i ilustratorki. Trzeba jednak zaznaczyć, że często książki dla dzieci młodszych (w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym, klasy 1-3) są archaicznymi, grubo ciosanymi czytankami, słabymi literacko, którym daleki jest powiew świeżości „Loli i ptaków”. Autorzy, trudno nazwać ich pisarzami, klecą tekściki lub wierszyki mające spełniać funkcję stricte dydaktyczne: metodycznie łatwe do analizy zarówno dla dzieci, jak i nauczycieli. Niestety na studiach nauczania przedszkolnego i wczesnoszkolnego tekst nadal musi być prostym, zrozumiałym komunikatem, a wybitne książki obrazkowe czy opowieści literackie wysokich lotów są postrzegane jako nazbyt trudne, ponieważ wymagające od nauczycieli dociekań intelektualnych lub rozważań natury emocjonalnej, duchowej, metafizycznej, czy religioznawczej oraz znajomości polskiej i zagranicznej literatury dziecięcej, równie zaangażowanej i równoległej do tekstu interpretacji ilustracji. Taka praca wymaga przygotowania pedagoga, rozległości jego wiedzy, następnie zaś odkrywania tajemnic tekstu i obrazu z dzieckiem. Nie będzie tajemnicą, kiedy napiszę, że dzisiejsi pedagodzy tych umiejętności i kompetencji nie posiadają. Tymczasem na współczesnych pedagogikach we wszystkich uniwersytetach świata pracuje się właśnie przy pomocy mądrych, pięknych, refleksyjnych i wysoce empatycznych utworów dziecięcych, takich jak „Lola i Ptaki”, którą potraktowanie jako „tekściku” utylitarnego jest ogromnym nadużyciem i skandalicznym błędem!

Na szczęście opowiadanie Grzegorzewskiej dalekie jest od czytankowych banałów i  schematów. Widać tu rękę twórczyni, pisarki, której lektura porywa i zachwyca odbiorcę w każdym wieku. Pisarka traktuje dziecko jako podmiot opowieści, podmiotowością obejmuje także wydarzenia/sytuacje kształtujące pamięć dziecka, na którą składa się: dziecięca sfera życia realnego i fantazmatycznego. Pisarka mityzuje świat dzieciństwa, nadaje mu niezwykłe atrybuty, kreśli antropologię dzieciństwa i dziecięctwa w zgodzie z rzeczami i sytuacjami mającymi w oczach najmłodszych status magicznych. Książka ewidentnie zachęca czytelników do eksploracji wspomnień z dzieciństwa. Zapach ukochanego jedzenia, zabaw w domu i w ogrodzie, mistycznych chwil, podczas których Lola rozmawia z ptakami, a ich śpiew odczuwa jako stan wiecznej błogości, zapach ziemi, drzew, kwiatów, traw, rozrywające serce poczucie szczęścia i tej beztroski, którą w którymś momencie życia tracimy, stając się głusi na ptasi śpiew i mowę drzew. Już nie niewinni, bo dorośli, świadomi tylko realnej sfery życia. Wyrwani z raju dzieciństwa możemy zostawić sobie pewne atrybuty fantazmatycznego dzieciństwa. Są nimi wspomnienia i amulety, które pozwalają nam wracać pamięcią do sfery bezpieczeństwa, oznaczonej miłością rodziców, dziadków, przyjaciół, naszych własnych wyobrażeń.

Pisarka właśnie tak czyni, w swej etiudzie wspomina samą siebie z dzieciństwa, podczas ukochanej wiosny 1983 roku, kiedy w domu z obiadem czeka cała rodzina. Jest błogi dzień, a Lola słyszy, o czym rozmawiają ptaki! Wraz z okolicznymi dziećmi i dziadkiem budują na polu nie Stracha na Wróblę…ale Pannę Galotkę (kobiecy odpowiednik Stracha). Straszka staje się powiernicą Loli, która składa jej, jak w pradawnych rytuałach dary, korale jarzębiny, orzechy, kamyki – alegorie smutku, szczęścia, marzeń. Opowieść mieni się pięknymi chwilami zabaw dziecięcych: urządzane w rzece kąpielisko, peruki z sitowia, wieczorne rozmowy Loli z Galotką oraz zakopywanie w ziemi, tuż przy Straszce, zapisanych sekretów. Lola, żyje w zgodzie z prawami natury, kiedy bociany i gęsi odlatują, jesień nadchodzi, niosąc zapach pieczonych ziemniaków i ciepło ognisk. Zima sprzyjała zabawom na śnieżki i kusi zapachem świeżych pączków.

Lola przetrzymuje artefakt Straszki, magiczny guzik, dzięki któremu rozumie mowę ptaków. Dzieci zaczynają poszukiwać Galotki, swej sprzymierzeńczyni, duchowej patronki ich dzieciństwa, która pozwoliła im zrozumieć mowę i potrzeby ptaków. Czy Panna Galotka zostanie odnaleziona? Może ktoś ją reperuje przed wiosną? A może tnie na szmatki? Koniec Panny Galotki oznaczały finał magicznego dzieciństwa, guzik stałby się artefaktem smutku, zwieńczenia arkadyjskiej dziecięcej niewinności. W opowieści Grzegorzewskiej przymierze realizmu i magii nie zostaje przełamane. Piękna etiuda, „ku pokrzepieniu serc dziecięcych”, wybija na piedestał realizm magiczny, czyli sceny magiczne wplecione w codzienność. Rzeczywistość uwypukla dziecięce fantazmaty, które nosimy w sobie całe życie. Pamięta o nich dziadek Loli, który naprawił Straszkę i dał ją, w nowej odsłonie, wnuczce na urodziny. „Lola i ptaki” to etiuda rodzinna, powinniśmy ją mieć na naszych półkach z książkami, ponieważ jest magicznym artefaktem scalającym rodzinę, przywołującym piękno z przeszłości. W moim przypadku strychu dziadków, gdzie suszyły się grzyby, a babcia śpiewała dawne pieśni, by potem wspólnie radośnie pochłaniać talarki ziemniaczane. Książkę tę noszę ze sobą, jak guzik Loli, jako mój talizman.

dr Katarzyna Slany
literaturoznawca, badaczka współczesnej

literatury dziecięcej i młodzieżowej

Recenzja jest przedrukiem tekstu opublikowanego przez autorkę w czasopiśmie: „Poradnik Bibliotekarza. Pismo dla bibliotek publicznych, szkolnych i pedagogicznych”, nr 6/2000, SBP.